Tag: kat

Wyłączyć tryb ofiary

Jest takie powiedzenie, jeśli wszędzie gdzie pójdziesz, śmierdzi kupą, zajrzyj w podeszwę. Podobnie i z byciem ofiarą.

Byłem ofiarą. Wszędzie. Zawsze. Ale nie leżałem i nie płakałem, o nie. Zapierniczałem i próbowałem coś zmienić. Podnosiłem się… Brzmi jak przeciwieństwo ofiary? Gorzej.

Byłem heroiczną ofiarą. Jak cudownie można to maskować przed samym sobą. Bo ofiara to płacze i nic nie robi. A jak coś robię to nie jestem ofiarą. Kto wciąż walczy nie przegrał? Może i tak… ale

… ale heroiczna ofiara to wciąż ofiara. Dźwigająca podwójne brzemię. Świat jest do dupy a do tego nikt mnie nie docenia. A powinni doceniać wszyscy, skubani. Czułem się wiecznie odrzucony, przyzwyczajony do odrzucenia, poszukujący odrzucenia – tzn. poszukiwałem akceptacji ale skoro wiedziałem że i tak mnie odrzucą to zachowywałem się tak, że nie dało się mnie zaakceptować. Częściowo, bo to silniejsze ode mnie, częściowo żeby mieć to już za sobą. Ciągle byłem ofiarą.

Jeśli wszędzie startuję z pozycji ofiary, to po prostu wszędzie będę ofiarą. Bo ofiara jest ofiarą. Czasem ktoś czy coś mi dowali i jestem „prawdziwą” ofiarą. Okej. Ale to coś innego. To założenie, że zawsze jestem ofiarą, że bycie ofiarą to stan domyślny, widzenie wszystkiego negatywnie.

To ciągłe słuchanie tego krytycznego głosu, który mówi że coś jest nie tak. Ciągle i ciągle. Na pewno słyszałeś o krytyku wewnętrznym, że sam jesteś swoim największym krytykiem itd. Nie ważne ile mi się udało, ile dokonałem, ile olśnień doznałem, on wciąż gadał, a mi nie udało mi się zlokalizować tego krytyka. Nie skupiałem się nawet specjalnie na jego znalezieniu, tylko na zadowalaniu go, byle się odczepił. Było różnie.

Ale po go znalazłem? I czym jest ten krytyk? Czy to nie ja sam?

Żeby mu się postawić, móc powiedzieć mu NIE, przestać być jego ofiarą. Ofiarą wewnętrznego krytyka, ofiarą samego siebie. Czym jest krytyk? W sumie nie wiem, jakimś zlepkiem zasad narzuconych przez rodziców, własnych interpretacji wydarzeń i wniosków, co robić a co nie, zapamiętanego poczucia krzywdy. Jakieś superego. Coś w ten deseń. W każdym razie, wiem, że to nie JA, a przez to mogę się temu postawić.

Mogę powiedzieć NIE! Mam wybór! Czy to nie piękne?

Ale żeby powiedzieć NIE, to trzeba być absolutnie pewnym że mam prawo, nie mieć wątpliwości. Do tego właściwie wystarczy zaakceptować siebie. Brzmi debilnie wiem. Kończę ten ten artykuł taką szmirą. „Zaakceptuj siebie” jest tak suche że masakra. Ale podam przykład który mnie oświecił.

Pracuję w usługach. Codziennie przychodzi do mnie masa klientów, z całą masą głupich pytań. Całe stosy głupich pytań i tłumaczeń. Lubię im pomagać, ale masa głupoty czasem jest niesamowita. Ale to jest fajne.

Po pierwsze, daje mi perspektywę na to, jak niedoskonali i debilni mogą ludzie. Widzę, że nie jestem sam.

Po drugie, kiedy widzę klienta który zachowuje się jak debil, to nie odrzucam go. Chcę mu pomóc. I teraz najlepsze: skoro nie odrzucam takiego gościa… to dlaczego miałbym odrzucać siebie

Autor: Michał Wyka

Zdjęcie: Foter.com

Nikt nigdy nie powie

Nikt nigdy nie powie Ci że już wystarczy Nikt nigdy nie powie Ci że już nie musisz się starać Nikt nigdy nie powie …

Bohumil Hrabal, Auteczko, przekład Jakub Pacześniak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

Opowiadanie rozpada się na dwie części, pierwsza to rozdziały 1 – 6, poświęcone kotom w Kersku i rzezi, jaką urządził …

Mój, raj tuż za rogiem.

Kiedy spotkałam Florę Tristan właśnie „[…] wracała do hotelu krętymi, brukowanymi uliczkami Auxerre, zobaczyła …