Blog

Aktualności, artykuły, opowiadania, bajki i inne twory literackie powiązane z tematyką psychologii

Tatuś – 7

Stolarnia mieściła się w przestronnej piwnicy, a na środku wsparty na czterech grubych nogach wielki stół. Blat stołu był wyposażony w różne pomocnicze urządzenia pozwalające unieruchomić drewno na czas obróbki w dowolny sposób. Tatuś majsterkował wytwarzając różne przedmioty: stoły, stołki. Zrobił nawet samochód, cały z drewna, nawet koła miał drewniane. Miał go dostać, ale tatuś mówił ciągle, że samochód nie jest jeszcze gotowy. Wyobrażał sobie, jak będzie nim jeździł. Podziwiał złożoność układu kierowniczego, bo samochód miał skręcać. Głaskał gładko wypolerowane profile maski samochodu, przyglądał się ławeczce, na której usiądzie. Nie wiedział, jak samochód będzie się poruszał, ale miał zaufanie do mądrości tatusia. Przez miesiąc o niczym nie myślał, tylko o nowej zabawce. Pewnego dnia samochód zniknął. Kiedy zapytał tatusia, gdzie podział się jego samochód, tatuś ze zdziwieniem zapytał, jaki samochód. W stolarni najpiękniejsze było to, że w kącie leżała spora kupa wiórów. Można było się na nich położyć, leżeć na miękkim, pachnącym materacu, i zagarniać na siebie wióry, aż się prawie całkiem zakopać. Do stolarni zaglądał coraz rzadziej, a kiedy wyprowadzili się do miasta, wcale nie żałował.

Naprzeciw kamienicy, w której mieszkali był sklep ze sprzętem radiowo-telewizyjnym. Stawał czasem przed wystawą i zaglądał do sklepu, patrzył na ekrany włączonych telewizorów. W końcu u niego w domu pojawił się telewizor. Wieczorami siadali przed odbiornikiem i oglądali. Najpierw matka czytała w gazecie, co będzie i oglądali. Jak przychodził tatuś to mogło być tak, że dalej oglądali program razem. Ale często było i tak, że tatuś w trakcie trwania programu wyłączał odbiornik i kazał robić co innego. Nauczył się, że trzeba pilnie patrzeć, bo w każdym momencie telewizor może być wyłączony, ale taka napięta uwaga mocno go męczyła. Telewizja rozwijała się w tym czasie dość szybko i ciągle przybywało atrakcyjnych programów, których oglądanie można było przerwać w najciekawszym momencie. Obszar udręki stale się zwiększał. Odkrył, że może siedzieć przed wyłączonym telewizorem i oglądać ruchy odbite w martwym ekranie, a jeszcze później nauczył się patrzeć w wyłączony telewizor i czekać, na coś, co pojawi się samo. Matka czasem przyłapywała go na takim siedzeniu przed telewizorem, więc przestał przypatrywać się ekranowi, a tylko zerkał i wiedział, że jak pojawi się to ważne, to on tego nie przegapi.

Miał radio. Radio było stare, lampowe. Zaglądał do niego i przyglądał się tajemniczym ognikom i konstrukcjom wewnątrz szklanych walców. Przyglądał się kondensatorom i opornikom i plątaninie różnokolorowych kabelków, które łączyły te wszystkie części w tak wyrafinowany sposób, że wystarczyło nacisnąć klawisz i płynął dźwięk. Nie próbował nauczyć się funkcji i parametrów poszczególnych części, nie chciał poznać konstrukcji aparatu. Przyglądał się radiu włączonemu i wyłączonemu. Chciał zrozumieć magię fali radiowej, która raz wyemitowana płynie przez wieczność, a on za pomocą tego urządzenia może przechwycić część tej fali i zamienić na słyszalne, drgające powietrze. W lepszym słyszeniu pomógł mu Sławek. Matka nic nie mówiła o Sławku ponieważ go się bała, przychodził rzadko, może był u niego ze trzy razy. Sławek miał bujne, kręcone włosy i nosił fryzurę podobną do fryzury króla elektrycznej gitary. Później i on dowie się kto to był król, ale teraz Sławka lubił, bo Sławek sam skonstruował gramofon, słuchał prawdziwej muzyki i grał na gitarze. Po paru latach zmarł przedawkowując heroinę. Razem przerobili radio tak, że można było podpiąć do niego drugi głośnik i uzyskać efekt pseudostereo. Słuchał muzyki głośno, ale jak przychodził tatuś, to słuchał po cichu i za zamkniętymi drzwiami. Któregoś razu włączył radio, a ono nie grało, było ciemne i głuche, martwe. Łatwo znalazł przyczynę. To kabel zasilający był przecięty, ale tak sprytnie, że tuż za tylną ścianką i dlatego nie zorientował się od razu. Po naprawieniu odbiornika nigdy nie włączał go, kiedy tatuś był w domu, bo bał się, że jak on odkryje, że radio jest naprawione, to popsuje je jeszcze bardziej.

Jaka była pierwsza przeczytana samodzielnie książka, nie pamiętał. Czytał całe dnie i wieczory. Nareszcie ktoś do niego mówił i chociaż często niewiele rozumiał, to wsłuchiwał się w brzmienie słów, ich kształt, a czasem znaczenie. Nikt nie pomagał mu w doborze lektur, więc wczytywał się w łatwe przygody różnych awanturników na krańcach świata ale czasem odbijał się od tajemniczych słów w podręcznikach akademickich. Wieczorami tatuś gasił światło, więc lektura była przerwana, ale mógł ją rozpocząć na nowo, rano. Budził się o świcie i sprawdzał, czy jest na tyle widno, że można rozpoznać litery. Spoglądał na tekst, szukał najwłaściwszego ustawienia książki względem światła i kiedy było jeszcze zbyt ciemno, leżał i czekał. Zimą, w najkrótsze dni nie można było czytać rano. Jego łóżko było ustawione pod oknem w ten sposób, że jak leżał na wznak, to widział skrawek nieba odcięty z jedne strony górną krawędzią okna a drugiej – szczytem kamienicy po przeciwnej stronie ulicy. To były dobre chwile. W domu było cicho i chociaż nie słyszał żadnych innych dźwięków poza oddechem brata, czuł że dom śpi, jeszcze się nie zaczęło. Wreszcie było dość światła i zaczynał czytać. Od pewnej chwili trzeba było zachować czujność, bo zbliżała się godzina, kiedy do pokoju wchodziła matka i budziła ich do szkoły. Chował wtedy książkę, udawał głęboki sen. Najpierw budziła brata i wtedy mógł obserwować ją spod przymkniętych powiek. Wtedy po raz pierwszy zobaczył cień, towarzyszącą jej postać.

Wyobrażał sobie, że słowa to miłe zwierzątka, które mają łapki takie jak szop pracz (Procyon lotor z rodziny szopowatych), ale są znacznie mniejsze i baraszkują sobie w sianku, wygrzewają w słonku i to im wystarczy do życia. Futerka mają w różnych odcieniach bieli i szarości a niektóre są całkiem czarne. Czasem zmieniają kolory, w zależności od tego, jak są ustawione. W dobrej prozie chętnie łapią się za rączki i uśmiechają się. A w złej poukładane są tak, że jest im niewygodnie, a odcienie futerek nie pasują do siebie. W poezji zwierzątka zachowywały się zagadkowo i często nie rozumiał ich zachowania.

 

 

Photo credit: Foter.com

Comments for this post are closed.

Wyłączyć tryb ofiary

Jest takie powiedzenie, jeśli wszędzie gdzie pójdziesz, śmierdzi kupą, zajrzyj w podeszwę. Podobnie i z byciem ofiarą. …

Otoczenie fizyczne a moje życie – miejskie migawki z „kosmitami” w rolach głównych

Po raz pierwszy na otaczającą mnie przestrzeń zwróciłam uwagę jadąc autobusem. Zawsze siedziałam (taki ze mnie cham!), …

Palenie wbrew wszystkiemu

Swojego pierwszego papierosa zapaliłem w gimnazjum, zarzuconego podczas picia piwa w parku. Po pierwsze – robię coś …