Blog

Aktualności, artykuły, opowiadania, bajki i inne twory literackie powiązane z tematyką psychologii

Tatuś – 6

Brat był dzieckiem bardzo żywiołowym. Zaprowadzony na plac zabaw musiał być pilnowany przez niego i matkę, bo nie było wiadomo, gdzie zaraz przerwie zabawę w piaskownicy i gdzieś pobiegnie, nie oglądając się za siebie i nie reagując na wołanie. Musiał za nim biegać i przyprowadzać go do matki, a ona mówiła do brata, jak jej z nim ciężko i pytała, „dlaczego nie jesteś taki jak Wojtuś?” Brat słuchał nieuważnie. Po chwili szedł się bawić do piaskownicy albo znowu gdzieś biegł i trzeba go było znowu złapać i matka znów skarżyła się, że nie jest taki, jak Wojtuś. Jemu to trochę pochlebiało. Pewnego razu brat, a miał wówczas nie więcej niż cztery lata, pokłócił się w piaskownicy. Wojtuś widział całą scenę, ale nie zdążył zareagować. Brat zaczął szarpać się z innym dzieckiem, wyrywali sobie wiaderko do stawiania babek z piasku. Brat puścił wiaderko, chwycił szpadelek i zadał dziecku silny cios w głowę. Dzieciak upadł wrzeszcząc wniebogłosy, a spod ręki przyciśniętej do głowy polała się dość obficie krew. Brat obrócił się i zaczął napierać piasek do wiaderka, ale nie zdążył zrobić babki. Wybuchła ogólna awantura, a matka pokrzywdzonego dziecka zwymyślała jego matkę. To był koniec spaceru. W domu matka lamentowała nad swoim nieszczęśliwym życiem, zmarnowaną młodością, nieudanym małżeństwem, dziećmi, które sprawiają same kłopoty i że pójdzie sobie w cały świat. Brat zachowywał się tak, jakby nie rozumiał sytuacji. A on najbardziej przeraził się tego pójścia w cały świat, bo zupełnie nie rozumiał, co to znaczy, chociaż ona powtarzała tę groźbę coraz częściej. Wiedział, że zawiódł ją całkowicie.

Po drugiej, południowej stronie miasta stały rozległe lasy, ale zupełnie inne niż jego las. Podstawę drzewostanu stanowiła tam sosna (Pinus sylvestris z rodziny Pinaceae). Zbawienny wpływ sosny na organizm człowieka dostrzeżono już dawno i między innymi zalecano spacery po nagrzanych słońcem, pachnących żywicą lasach sosnowych. Mikroklimat tych lasów inspirował ludzi, by stawiać w nich lub na ich obrzeżach domy letniskowe, wypoczynkowe i zakłady lecznicze. Do takiego zakładu leczniczego wysłany został brat. Nie umiał sobie przypomnieć, co było powodem takiej decyzji, ale pobyt tam miał trwać co najmniej trzy miesiące, a może pół roku. Miał wtedy może pięć lat a może trochę więcej.

Pojechali do niego w niedzielę tramwajem w trójkę: tatuś, matka i on. Do ośrodka szło się leśną piaszczystą drogą, trochę pod górę. Piasek był czysty, żółty a boki kolein osypywały się cichutko. Piasek nasypywał się do butów i trzeba było co jakiś czas zatrzymać się, usiąść i go wytrzepać. Spotkali brata przed budynkiem. Ściskali go mocno, siedzieli na ławce, rozmawiali a brat płakał i prosił, żeby go zabrać do domu. Bo tutaj jest pani, którą dzieci nazywają Siostra Marchewa i on strasznie się jej boi, a ona bije dzieci, krzyczy i grozi zamykaniem w piwnicy. Jego właśnie zaprowadziła do ciemnej piwnicy i powiedziała, że go tam zamknie, jeśli będzie wrzeszczał w kąpieli, a woda była taka gorąca, a po niedobrym jedzeniu, które musiał zjeść zwymiotował i wtedy Siostra Marchewa go zbiła. Matka słuchała i płakała razem z nm, a tatuś przysłuchiwał się obojętnie. Brat został. W drodze powrotnej tatuś zrobił matce awanturę, że wychowuje syna na mazgaja i szmatę jak ona sama. Wrócili osobno.

Po kilku wizytach brat przestał prosić o powrót do domu. Pamięta, jak stał na tle wielkiego, starego budynku. Szare tynki z ciemnymi otworami okien. Zakład był architektonicznie niezwykle ciekawy: wykusze, kolumienki, wieżyczki wieńczące fasadę, co tworzyło tajemniczą aurę. Ubrany był w nie swoje ubranie: szara bluzka, szare rajtuzy i dziecięcy, niedoprany fartuszek z płótna z niebieskobladym szlaczkiem na krawędzi. Stał w bezruchu przed matką i tatusiem ze spuszczoną głową i milczał. Nie odezwał się w czasie całej wizyty. Był wtedy taki mały.

Po powrocie z leczenia do domu matka zauważyła zmianę w zachowaniu brata. Całymi godzinami bawił się jednym klockiem, nie odzywając się. Grzecznie wykonywał polecenia, a po jakimś czasie zaczął się odzywać zmienionym, cichym głosem.

Życie codzienne toczyło się głównie w kuchni i dużym pokoju. Mniejszy pokój, jako że gorzej ogrzewany stał zwykle pusty i ciemny. Brat nigdy tam nie wchodził pierwszy. Bał się ciemności, a żeby zapalić światło trzeba było zrobić dwa kroki w ciemność. Pewnego razu tatuś wrócił późno. Matka rozpłakała się, że miał wrócić wcześniej i pomóc jej. Chociaż nigdy nie dotrzymywał słowa, ona zawsze robiła taką samą scenę. Tatuś wściekł się, a to znaczyło, że będzie niedobrze. I było. Wojtuś stał w drzwiach między pokojami, patrzył i słuchał, jak tatuś wrzeszczy na matkę i obrzuca ją obelgami, i zauważył w małym pokoju ruch. W najciemniejszym miejscu, pod stołem, przy samej ścianie siedział jego brat. Kolana miał podciągnięte pod brodę, obejmował rękoma nogi i mocno się trząsł. To było niedługo po jego powrocie.

Brat nigdy nie stał się ważną dla niego postacią. Zaledwie kilka razy zaistniał wyraźniej. Chodził do tej samej szkoły podstawowej, tego samego liceum, ukończył te same studia a później jego losy potoczyły się innymi drogami.

 

 

Photo credit: Foter.com

Comments for this post are closed.

Noc jest najciemniejsza w nocy

„Noc jest zawsze najciemniejsza tuż przed świtem”. Ciekawe powiedzenie. Pokrzepiające, szczególnie w jakimś …

Jest w Polsce miasto

Jest w Polsce miasto Ł – Łask, Łomża, Łódź albo Radom, Włocławek, Opoczno albo jeszcze inaczej nazwane, miasto …

Pociąg do władzy

W pociągu relacji miasteczko miasteczko przez miejscowości i wsie jechał chłopiec ze szkoły do domu. Jego bilet był …