Blog

Aktualności, artykuły, opowiadania, bajki i inne twory literackie powiązane z tematyką psychologii

Tatuś – 3

Pierwszy raz w życiu został sam z ojcem kiedy miał trzy lata. To były dni pełna napięcia. Matka miała urodzić dziecko. Przygotowania były w pełnym toku, brał w nich aktywny udział. Gdzieś widział dziecko w koronie i dla tego dziecka, które miało pojawić się w rodzinie, szykował papierowe korony. Matka miała pojechać do szpitala, urodzić to dziecko. Nie bardzo wiedział na czym to polega, ale rozumiał, że dziecko wyjdzie z brzucha mamy. Jak, tego nie mógł się dowiedzieć. Słowo „szpital” nie było dobre, nie wiedział, czy się bać czy nie trzeba. Pewnego dnia matki nie było. Chyba pojechała, bo mieszkali wtedy za miastem. Został z ojcem. Nie zapamiętał z tego okresu nic poza jednym epizodem, a właściwie sceną bez początku i końca. Szedł drogą z ojcem, chociaż ojciec szedł dziwnie zataczając się i przystając. Musiało być lato, bo na polu stało dojrzałe żyto. W pewnym momencie tej wędrówki ojciec niebezpiecznie zbliżył się do krawędzi drogi, potknął o kępę trawy i zniknął. Był trochę zdziwiony, dlaczego ojciec zniknął, więc postanowił go poszukać. Wydawało mu się, że ostatni ruch ojca to był krok w kierunku zboża. Rozchylił kłosy, zrobił jeden, dwa kroki i zobaczył ojca leżącego na wznak. Lekko chrapał. Przyglądał się przez chwilę i wrócił na drogę. Stał lub kucał i czekał, aż ojciec się obudzi. Wiedział, że ojcu nie należy przerywać snu. Wiedział, że nie może usiąść, żeby nie zabrudzić ubranka. I rzeczywiście, po jakimś czasie dały się słyszeć szelest, kaszlnięcie, odgłosy ruchu i po chwili spośród kłosów wychyliła się głowa ojca. Miał potargane włosy, z trudem wstał, rozejrzał się dokoła. Wszystko było dobre, otrzepał ubranie, energicznie poprawił fryzurę i poszli.

Kajtek okazał się niegrzecznym kundlem. Mały piesek, który ciągle ujadał, podskakując w miejscu przy każdym szczeknięciu. Ktoś kiedyś obciął mu ogon, więc zawzięcie i energicznie machał kikutem, jak był zadowolony. Jego czarna sierść lśniła i była śliska w dotyku. Miał duże czarne oczy i gorący język, kiedy lizał po twarzy. Ulubioną zabawą Kajtka były pozorowane walki. On przewracał Kajtka na plecy i szarpał na wszystkie strony, a Kajtek warczał, kopał, gryzł. A po zabawie sapał zmęczony i uśmiechał się. Wtedy był czas na głaskanie, przytulanie. Kajtek popełnił zbrodnię i właściwie nie wiadomo, jak tego dokonał. Zjadł cały garnek bigosu, chociaż w takim małym psie nie mógł pomieścić się duży garnek bigosu. Pomieścił się. Mało tego, garnek był wylizany do czysta. Tatuś kazał wyrzucić Kajtka z domu.

Wieczorem matka poszła z nim i Kajtkiem do parku. Kiedy nie było przechodniów matka przywiązała smycz do ławki, wyłożyła Kajtkowi jedzenie i cicho powiedziała „Choć, Wojtusiu, on tutaj zostanie, aż ktoś go znajdzie i zabierze do domu.” Pociągnęła go za rękę i poszli. Milczał całą drogę. Zdradził Kajtka. W domu tak długo prosił tatusia o zgodę na powrót Kajtka, że ten w końcu zgodził się, ale nie dlatego, że zrobiło mu się żal Kajtka, ale że Wojtuś tak ładnie prosił. Tatuś wypowiedział swoje „Tak” z szerokim uśmiechem władcy, cezara, który daruje życie pokonanemu gladiatorowi w zgiełku wiwatującego tłumu. Poszli więc z matką do parku, gdzie przy ławce siedział Kajtek i grzecznie czekał. Ucieszył się bardzo, jego całe ciało od kikuta ogona poczynając wytańcowywało radość. Język lizał Wojtusia po policzku z nadzwyczajną szybkością. Wrócili do domu razem, ale mimo licznych przygód i radosnych chwil Wojtuś nigdy nie pozbył się dręczącego niepokoju, czy Kajtek wie o jego zdradzie.

Chyba po trzeciej klasie wyjechał na kolonie. Pomysł od początku nie wzbudzał jego entuzjazmu. Nie rozumiał, co to jest „kolonie”. Nie rozumiał pakowania się i zabierania różnych rzeczy ze sobą gdzieś, gdzie miał być z innymi dziećmi. Po przyjeździe na miejsce wstydził się otworzyć walizkę przy innych chłopcach w pokoju. Walizka była zielona, z żyłkowaną fakturą pokrywy, z ciemnymi okuciami na rogach. Inni mieli podobne, ale jemu wydało się, że jego walizka jest jakaś inna. A kiedy już musiał rozpakować się, to jego mydelniczka okazała się przedmiotem szczególnie wstydliwym i przez cały pobyt ukrywał ją, owijając w ręcznik. W mydelniczce trzymał rozmoknięte mydło i ciągle myślał jak je ukryć przed innymi.

Jedną z atrakcji kolonijnych były wycieczki z grupą do miasteczka, które, jak się później okazało było małą satelitarną mieściną w pobliżu jego miasta. Był tam kiosk z cukierkami i sklepik z napojami. Tam też kupowało się widokówki, które trzeba było wysyłać do rodziców. Nie wiedział, co ma napisać i wysyłał kartki ze swoim imieniem napisanym na samym środku miejsca do korespondencji. Pani nie była zadowolona, ale tylko wzruszała ramionami i mówiła, żeby w końcu wrzucił tę kartkę do skrzynki pocztowej, chociaż to jest bez sensu. Wpychał więc ten kartonik z niezrozumiałym zdjęciem jakiejś nieznanej budowli dbając, żeby nie włożyć palców w szczelinę skrzynki, bo bał się, że go coś wciągnie całego do środka. Pewnego dnia odłączył się od grupy i poszedł do domu. Uciekł z kolonii!

Drzwi otworzył mu tatuś. Kazał mu stać w przedpokoju do powrotu matki z pracy. „Niech twoja matka zdecyduje, co z tobą zrobić.” Stał i czekał, a tatuś siedział przy oknie w kuchni i ani razu na niego nie spojrzał. Chciało mu się jeść, pić, usiąść i przestać się bać. Tego samego dnia odwieźli go na kolonie, a pani do końca turnusu nie wybaczyła mu jego wybryku.

 

Photo credit: Foter.com

Comments for this post are closed.

Noc jest najciemniejsza w nocy

„Noc jest zawsze najciemniejsza tuż przed świtem”. Ciekawe powiedzenie. Pokrzepiające, szczególnie w jakimś …

Jest w Polsce miasto

Jest w Polsce miasto Ł – Łask, Łomża, Łódź albo Radom, Włocławek, Opoczno albo jeszcze inaczej nazwane, miasto …

Pociąg do władzy

W pociągu relacji miasteczko miasteczko przez miejscowości i wsie jechał chłopiec ze szkoły do domu. Jego bilet był …