Tag: Andrzej Kuśmierczyk

Bohumil Hrabal, Auteczko, przekład Jakub Pacześniak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

Opowiadanie rozpada się na dwie części, pierwsza to rozdziały 1 – 6, poświęcone kotom w Kersku i rzezi, jaką urządził bohater, druga – 7 – 9 plus epilog, zawiera opisy doświadczeń i refleksje bohatera z metapoziomu, co częściowo dotyczy zwierząt (kotów), a w istocie jest próbą jakiegoś porządkującego ujęcia tego, co bohater przeżywa, co jest jego moralnym doświadczeniem podstawowym i finał, w którym Hrabal potwierdza, że niczego się nie uczy.

Część pierwsza. Hrabal opisuje swoje miłosno-zbrodnicze związki z kotami. Pełno w nich relacji, wymiany uczuć. Są spojrzenia, dotyk, szeptanki, prawie rozmowy. Ale jest też rozpaczliwe poszukiwanie wyjścia z pułapki, którą bohater sam na siebie zastawia. Nie waha się ujawnić, że nie mógł się napatrzeć na ulubioną kotkę „a ona tak mnie kochała, że prawie mdlała, kiedy brałem ją na ręce, przystawiałem sobie do czoła i szeptałem jej do ucha słodkie miłosne wyznania… a ona na chwilę omdlewała pod naporem uczucia, które płynęło ode mnie i z powrotem od niej do mnie, krztusiłem się tym szczęściem.” (s.19-20).

To bardzo ładne, tylko bardzo niemoralne. Też o tym chyba pisała poetka, kiedy pisała, czego nie nie robi się kotu. Zwierzęta, nawet koty nie mogą być adresatem uczuć, które ludzie przeżywają z ludźmi, do ludzi. Zwierzęta, by mogły stać się takimi obiektami, muszą zostać poddane antropomorfizacji. Trzeba usunąć z nich to, co zwierzęce a na to miejsce wmontować, włożyć to, co ludzkie. Trzeba zwierzętom wpisać ludzkie wartości i ludzkie uczucia oraz, co niezwykle trudne, ludzką zdolność przeżywania tych wartości i uczuć. Pomagają w tym pewne zabiegi magiczne: kot zamiast pyska ma buzię, zamiast czujnych oczu kota ma kocie oczy pełne miłości.

Hrabal zachowuje się tak wobec kotów, jakby nic o nich nie wiedział. Nie wie, że są to zwierzęta. Jest zaskoczony ich fizjologią i chociaż w zasadzie godzi się na nią, to potrafi wykopać kota z domu prosto do lasu, kiedy ten nasra w domu, tuż za drzwiami. Koty panoszą się po całym domu. Srają i szczają wszędzie a on sprząta te brudy ale pewną nutką żalu i rozczarowania, że jego baśniowe koty też są kotami. Koty śpią w łóżku i to jest przyjemne, jest źródłem szczególnie miłych doznań. Odnosi swoje potrzeby do zwierząt, ponieważ, jak sam stwierdza, z ludźmi realizować ich nie potrafi, bo jest łysy i ma zmarszczki. To chyba coś nie tak. Jeśli przyjąć hipotezę, że rozwijający się człowiek uczy się realizować swoje potrzeby związane z innymi ludźmi na coraz wyższym poziomie rozumienia i odczuwania, to tutaj dzieje się jakiś niejasny, niepokojący regres.

Kot domowy zaliczany jest do gatunków silnie inwazyjnych. Zdrowa samica osiąga dojrzałość rozrodczą w pół roku. Wydaje rocznie dwa mioty po dwa, sześć kociąt w każdym miocie. Żyje w warunkach półdzikich około ośmiu lat. W ramach podstawowej opieki zdrowotnej kot musi pozostawać pod opieką lekarza weterynarii. Powinien zostać zaszczepiony na podstawowe choroby, odrobaczony. Dojrzewający kot (zarówno samiec jak i samica) powinien być wysterylizowany w celu uniknięcia niekontrolowanego rozmnażania, zwłaszcza w warunkach, w których koty pozbawione są ciągłego wsparcia i kontroli człowieka. U Hrabala mnożenie się kotów stawia go przed koniecznością zabijania zwierząt, które kochają go do obłędu i które on również obłędnie kocha. Miłość i zbrodnia to rytuał, spójny rytuał, który tworzy na gruncie swej chłopsko-dziecięcej mentalności i którego staje się ofiarą.

Zabijanie zwierząt – bohater co i rusz porównuje zabijanie zwierząt do zabijania ludzi przez ludzi, co jednak nie jest niczym uprawnione – jest trudne. Oglądanie agonii i śmierci jest dla większości ludzi wstrząsające, dotyka bowiem całego kompleksu przeżyć atawistycznych, w warunkach codziennego doświadczenia bardzo obcych. Dlatego ludzie zwracają się, wobec konieczności uśmiercenia zwierzęcia, do fachowców, którzy nie tylko uwalniają ich, ludzi, od konieczności osobistego zadawania śmierci ale przede wszystkim, wyposażeni w odpowiednie narzędzia, zapewniają zwierzęciu minimalizowanie cierpienia.1

Bohater jest w tym zabijaniu równie zmistyfikowany jak w tej miłości. Tak, jak ona jest kierowana nie do kotów ale do zmistyfikowanych obiektów substytutywnych tak i to zabijanie jest zabijaniem ludzi, jest zabijaniem bardzo nieludzko ludzkim. Zarówno w tej miłości jak i w tej zbrodni szkoda kotów, bo, i tu, i tu nie są kotami. Każdy lekarz weterynarii posiada umiejętność humanitarnego zakończenia życia kota. Ale żeby skorzystać z umiejętności lekarza, bohater musiałby uznać, że to, co kocha to zwierzę, to kot, a kot powinien być troskliwie zadbany (zgodnie z gatunkową normą), a nie kochany, tak kochany.2

Koty żyją w Kersku, w letniskowym domu Hrabala. Koty dostają ciepłe mleko, świeże mięso a nawet morską rybę. W chłodne albo zimowe dni bohater pali w piecu, koty są więc zadowolone, najedzone, wyspane w przyjemnym cieple. Ale Hrabal wyjeżdża do Pragi, a koty zostają i choć bohater martwi się a nawet z tego zmartwienia nie może spać, nie rozwiązuje sto problemów pozostawionych sobie kotów. Przejęcie Hrabala losem kotów jest wręcz drażniące w swym sentymentalizmie i budzi zniecierpliwienie. Tam głodne koty na mrozie, tu przejęty ich losem Hrabal… Koty próbują przetrwać i stają się uciążliwe dla otoczenia. Są obcym gatunkiem o dużych zdolnościach przystosowania. Polują na małe ptaki śpiewające: zięby, kosy, drozdy, sikory, a także na młode kuropatwy, bażanty. Polują również na młode króliki i zające. Jakie czynią szkody, trudno oszacować z punktu widzenia ludzi i zwierząt zamieszkujących ten sam obszar, co zawleczone przez nieodpowiedzialnego człowieka koty. Są to szkody niczym nie usprawiedliwione. Trochę zaskakujące jest, dlaczego sąsiedzi Hrabala nie poprosili go o usunięcie kotów. Może to czeska tolerancja i poczucie humoru.

Całkiem niedobry jest passus o kotach, które trafiają do placówek naukowych. Bohater fantazjuje o kotach, które mają implantowane jakieś aparaty kontrolujące pracę ich mózgów. Takie implanty stosowane są ostrożnie i nie sprawiają żadnych przykrości kotu. Po prostu, kot o tym nie wie. Wszystkie zwierzęta laboratoryjne, od wypławka poczynając a na kotach kończąc, traktowane są z należytą troskliwością. Wynika to z różnych przyczyn a przede wszystkim z reżimów badawczych (minimum koniecznej ingerencji w badane procesy życiowe) i koty kosztują. Nikt nie pozwala sobie na ryzykowną nonszalancję, a że zwierzęta traktowane są bez naiwnej ckliwości, tym lepiej dla nich.

Mistyfikacja miłosna Hrabala szczególnie dotkliwie ujawnia się wówczas, gdy następuje gwałtowna zmiana zachowanie dwóch samic, które w tym samym czasie urodziły kocięta i wspólnie opiekują się nimi. Bohater jest zupełnie bezradny, nie wie, bo nic nie rozumie, co ma zrobić wobec nagłej wrogości samic wobec siebie i wobec niego. Nie ma żadnych pomysłów wyjaśniających zmianę zachowania, nie znajduje żadnych sensownych interwencji i jedyne, co potrafi zrobić, to… zabić obie samice.

Epilog zawiera opis przygody z łabędziem. I po raz kolejny Hrabal zachowuje się w ten sam sposób, jak z kotami. Podziwia piękno zamarzającego ptaka, rozumie grozę sytuacji, wie, że jeżeli ptakowi nie udzieli pomocy, ptak zginie. I co robi? Czynności ratunkowe sprowadzają się do wyciągnięcia ręki z jakąś taką propozycją: „Stary, podaj rękę, już cię wyciągam. No, dawaj.” Ale ptak nie daje ręki, Hrabal, wprawdzie zmartwiony, poszedł spać. Następnego dnia ptak nie żył. Jakże nużące są te poronne próby kontaktu bohatera ze zwierzętami. Każda próba, z kotami, po kolei z każdym, i ta ostatnia, przekonuje, że Hrabal nie uczy się. Bo ma w głowie pewność, że wie wszystko o kotach, o łabędziach. To taka formacja umysłowa, dla której wyprawa do zoo jest bardzo przyjemna, a przyjemność wynika z przekonania, że zwierzęta marzą o pokazywaniu się ludziom przez kraty, na wybiegu wylanym asfaltem.

Część druga dzieła Hrabala wymaga głębokiej analizy psychologicznej, najlepiej z zastosowaniem jałowej, poznawczo pustej frazeologii psychoanalitycznej. Jeżeli nie tak, to po chłopsku wystarczy stwierdzić, że Hrabal kręci się jak gówno w przeręblu. Szczegółowiej można tak: bohater w trudnej sytuacji życiowej spowodowanej chorobą poszukuje związków przyczynowo-skutkowych tam, gdzie ich nie ma. Zabieg ten, przekształcający realny świat w świat magii, jest bardzo użyteczny, bo przenosząc przyczyny w magiczne zaświaty, doznając skutków tajemnych, które trzeba za pomocą wiedzy niezwykłej i mocy dopiero odczytać, zwalnia się bohater z odpowiedzialności za własne życie. Tak robi wielu ludzi.

Są też dramatyczne zaklęcia, wyznania: „jestem winien, lecz nie dlatego, że je zatłukłem, ale że zabiłem miłość.” (s.83) Miłość robią ludzie z ludźmi. To most budowany z dwóch brzegów, konstrukcje winny spotkać się gdzieś pośrodku. Nie można tego mostu zbudować jednoosobowo, za daleko do drugiego brzegu. Musi być na tyle wytrzymały, by mogły po nim przejść uczucia, marzenia, fantazje, doświadczenia. Kot nie umie budować mostów. Nie było miłości a tylko jednoosobowe złudzenia, może i chwilowo przyjemne, ale ciągle złudzenia. Znowu: dla wielu ludzi złudzenia to jedyne, co im jest dostępne, dlatego tak rozpaczliwie ich bronią, powtarzając „to miłość, miłość, miłość.”

1Szczególnym pomnikiem sentymentalizmu i okrucieństwa w Polsce są schroniska dla zwierząt, całe hektary nieszczęścia i niecnych nadużyć. W wielu krajach istnieją schroniska dla zwierząt ale obowiązują w nich czasowe ograniczenia pobytu. Jeżeli zwierzę ne znajdzie opiekuna, zostaje uśpione. Tutaj zwierzę przebywa w schronisku do naturalnej śmierci, bo życie podlega ochronie do naturalnej śmierci (chciałoby się powiedzieć „od poczęcia”). I dlatego, z pozornie słusznego powodu, w istocie z powodu groźnego, zabójczego jak różowa sukieneczka na dorosłej dziewczynce, z powodu sentymentalizmu, schronisko zamienia się w psie Guantanamo, gdzie każda godzina jest wyczekiwaniem na łaskę śmierci. Tę okrutną i kompromitującą praktykę należy jak najszybciej skończyć nie oglądając się na protest ciemnych bab, samotnych panien, których cycki uschły nie dostąpiwszy łaski macierzyństwa, nauczycielek polskiego czytających romantyków, wszystkich miłośników zwierząt, psów, kotów, wszystkich Hrabali.
2Zaczęło się bardzo dawno od animistycznych pomysłów, według których drzewa, trawy, koty, konie, gwiazdy, kamienie i robaki mają duszę i z tej dusznej potrzeby gadają nieustannie a to między sobą, a to, szczególnie chętnie, z ludźmi lub niektórymi z nich – szamanami. Neolit się skończył, pierwotne kultury minęły, powstały następne – mezopotamska, chaldejska, staroegipska, grecka, później Rzym i chrześcijaństwo a magiczny stosunek do zwierząt ciągle przeżywa nowe formy. Współcześnie manifestuje się różnorako: a to przez ostentacyjny wegetarianizm, a to przez namiętną hodowlę ras psów zgodnie z dyktatami mody. Jedni w głupkowatych gettach New Age przytulają drzewa a inni prowadzają swych milusińskich do salonów piękności. O ile jednak przytulanie brzóz brzozom nie szkodzi (chyba, przecież to gatunek pionierski), o tyle upiększanie zwierząt wedle gustu opiekuna jest nadużyciem. Powstał cały system dręczenia zwierząt, który nazywa się kosmetyką, a może kosmetologią zwierząt. Więc panna prowadzi swego yorka do innej panny, która uszkadza zwierzę wedle modelu ustalonego na wielkim targowisku próżności, w internecie. W tym procederze biorą udział absolwenci weterynarii. Smutne.

Autor: Andrzej Kuśmierczyk

Bohumil Hrabal, Auteczko, przekład Jakub Pacześniak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

Opowiadanie rozpada się na dwie części, pierwsza to rozdziały 1 – 6, poświęcone kotom w Kersku i rzezi, jaką urządził …

Mój, raj tuż za rogiem.

Kiedy spotkałam Florę Tristan właśnie „[…] wracała do hotelu krętymi, brukowanymi uliczkami Auxerre, zobaczyła …

Sens bez zasad

Dwie rzeczy: jedna przypowiastka; oraz scena w filmie Skazani na Shawhank. 1. Przypowiastka z książki Anthony’ego …